sobota, 16 czerwca 2012

Sypialnia

Korzystając z pięknej pogody i dnia wolnego od pracy postanowiłam wziąć się za porządki w sypialni. Zaczęłam od zmiany pościeli... ale żeby nie było tak prosto i zwyczajnie zabrałam się za szycie poszewek na poduszki. W moich zasobach materiałów, resztek i ścinków wynalazłam kupioną kiedyś w SH poszwę na kołdrę. To nic, że była za mała na moją dużą kołdrę, jej kawowy kolor i satynowe pasy tak mi się spodobały, że i tak ją kupiłam. A poza tym cena była tak przystępna, że nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności :) I tak poszwa przeleżała kilka miesięcy w oczekiwaniu na swój moment, aż w końcu nadszedł! Spontanicznie powstały trzy poszewki na większe poduszki i cztery poszewki na małe jaśki. W zasadzie wszystkie moje pościele to kombinowane zestawy, nie lubię za bardzo gotowych kompletów, które można kupić w sklepach, wolę sama szyć i tworzyć ciekawe zestawienia.
Kolejnym przedsięwzięciem w sypialni było zorganizowanie szafki nocnej przy łóżku po stronie mojego M., gdyż jak dotąd takowej nie posiadał i czuł się z tego powodu dyskryminowany ;) W tej roli sprawdziło się secesyjne dębowe krzesło, które jakiś rok temu kupiłam na starociach (za całe 30zł!), poddałam je drobnej naprawie i stylizacji (sklejenie pękniętej nogi, bejcowanie na orzechowy brąz, przetarcie białą farbą, a na koniec obicie siedziska szarym lnem). Na krześle pojawiła się biała szufladka, która stworzyła stabilne miejsce na lampkę, książkę i co tam jeszcze M. będzie potrzebował... Lampka też jest mojej "produkcji": drewniana podstawa kupiona na pchlim targu, nowy kabel z włącznikiem, abażur z Pepco, trochę tkaniny i... gotowe! Tak prezentuje się cała aranżacja okolicy łóżka.




Na razie sypialnia utrzymana jest w stylu "starej karczmy" plus "bahamy" (tak nazwaliśmy z M. połączenie
starych belek, rustykalnej podłogi i trzcinowej maty na suficie :).

Jeszcze widok na okno i parapet, gdzie pięknie kwitną moje wymarzone białe hortensje. Nie mogę się nimi nacieszyć! Hehe:) Marzą mi się jeszcze długie tiulowe zasłony, a na razie wiszą tu takie "imitacje" - firanki z odzysku.



Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie stylizacja sypialni a la grecka wyspa... Może uda mi się zrealizować ten pomysł jeszcze tego lata. Jeśli wszytko wypali na pewno pokażę efekt. A na razie sypialnia wygląda tak:




poniedziałek, 11 czerwca 2012

Pan Kredens

Pół roku temu w naszej pracowni pojawił się stary sfatygowany mebel. Był to dębowy fornirowany kredens z okresu międzywojennego. Przyjechał do nas w częściach i w dużej mierze wybrakowany, po rozmowie z właścicielką mebla okazało się, że ledwo uszedł z życiem z klęski powodzi. Stał w wodzie tylko chwilę... ale to i tak wystarczyło żeby poodklejały się wszystkie dolne forniry. Reszta elementów była.. niekompletna oczywiście :) cokołu brak zupełnie, zamki i okucia w pudełku po margarynie dostaliśmy, a szyby były tylko ze środkowej części - minus jedna :)



I co tu zrobić z takim "kaleką"? ...Zakasać rękawy i wziąć się do roboty - tym bardziej, że znajoma prosi.
Praca była brudna, trudna i żmudna. Dobrze, że mój M. jest takim dobrym stolarzem i poradził sobie z dorabianiem brakujących elementów i oklejaniem tych, które straciły fornir.
Po wielu miesiącach...(trochę nam się przedłużył pierwszy zakładany termin) udało nam się ukończyć renowację! Niech nikt nie myśli, że cały czas pracowaliśmy tylko nad tym jednym meblem, po prostu w między czasie wypadło nam milion innych spraw i jeszcze praca zawodowa, a że właścicielka mebla nie nalegała to my sobie spokojnie "grzebaliśmy" przy Panu Kredensie. Teraz kiedy jest już po renowacji można śmiało nazwać go Panem Kredensem, bo prezentuje się bardzo elegancko.





Przy okazji fotografowania mebla, posłużył mi on jako tło do prezentacji moich ostatnich zdobyczy z pchlego targu. Dwa kieliszki ze szlifowanego szkła w zawrotnej cenie 1 zł za sztuę! Uwielbiam to :)


piątek, 1 czerwca 2012

Stary zegar

Uwielbiam odwiedzać różnego rodzaju graciarnie, pchle targi i wszelkie miejsca gdzie można natknąć się na ciekawe starocie. Często, gdy wpadnie mi w oko jakiś przedmiot od razu pojawia się w mojej głowie wizja, co można z nim zrobić - jak nadać mu drugie życie. Podobnie było ze "starym zegarem". Co prawda odkryłam go w dość nietypowym miejscu, bo był to teren budowy na której pracowałam, ale przedmiot ten miał w sobie potencjał... Trwał remont budynku szkoły z początku XX wieku- elewacja, wnętrze - wszystko do odnowienia. Wymieniano również stare drewniane okna. I właśnie na stercie zdemontowanych okien wypatrzyłam dwa okrągłe skrzydła - idealne na zegary!
Zawsze marzyłam o ogromnym zegarze w salonie lub w kuchni, jednak ceny tych z magazynów wnętrzarskich czy z markowych sklepów przekraczały moje możliwości finansowe. Aż tu nagle pojawiła się okazja i odpowiednia rama, żeby własnoręcznie spełnić to marzenie :) Teraz wystarczyło już tylko wziąć się do pracy i czekać na efekt.
Czynności, które musiałam wykonać zanim stare okno zamieniło się w stary-nowy zegar były następujące:
  • usunięcie z ramy kilku warstw farby olejnej (do tego potrzebna była opalarka i cyklina)
  • wyszlifowanie wszystkich elementów ramy (szlifierką i ręcznie - papierem ściernym) i sklejenie jej

  • wycięcie ze sklejki odpowiednich kształtów, które wpasowały się w szprosy okna i stworzyły cyferblat zegara


  • malowanie zegara: najpierw brązową farbą akrylową, później zabazpieczenie niektórech fragmentów woskiem i znowu malowanie, tym razem na biało. Rama transparentnie, a cyferblat na kryjąco. I w końcu przetarcie całości delikatnym papierem ściernym.



  • nanoszenie cyfr i napisów z wcześniej przygotowanych szablonów


  • zrobienie wskazówek (odpowiedni kształt został wycięty ze sztywnej folii pomalowanej na czarno)


  • jeszcze tylko zamontowanie mechanizmu... i dzieło miało być skończone. Jednak w trakcie pracy nad zegarem okazało się, że znalezienie odpowiedniego mechanizmu do tak dużego zegara (średnica 82cm) graniczy z cudem. Tak więc dałam sobie spokój i ostatecznie stwierdziłam, że taka atrapa też jest ładna :)



To jednak nie koniec historii z zegarem... Atrapa ładna, ale czułam niedosyt, że nie udało mi się do końca zrealizować pomysłu. I jak to często bywa, zupełnie przypadkowo natknęłam się na duży mechanizm do zegara - w rewelacyjnie niskiej cenie na dodatek!!! Postanowiłam jadnak nie zmieniać pierwszego zegara(mechanizm wymagałby wycięcia szprosu), tylko zrobić drugi - działający. I wiszą sobie teraz takie dwa "małe" zegary w moim przedpokoju, czekając na docelowe wnętrza.  A drugi zegar wygląda tak: 



czwartek, 31 maja 2012

Zaczynamy!




Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem pisania bloga. Zawsze jednak brakowało chwili na założenie takowego, ale przede wszystkim brakowało odwagi... Bo jak można mieć odwagę pokazywania i mówienia o tym co się robi, po blisko rocznej obserwacji kilku świetnych blogów wnętrzarskich..? No, cóż - stało się. Zapraszam do mojego warsztatu, nazwałam go AniCworkshop. Będzie to rodzaj dokumentacji wykonanych prac, trochę też pewnie wspomnę o remontach, z którymi ciągle się zmagam. A na początek kilka powitalnych zdjęć :)