piątek, 1 czerwca 2012

Stary zegar

Uwielbiam odwiedzać różnego rodzaju graciarnie, pchle targi i wszelkie miejsca gdzie można natknąć się na ciekawe starocie. Często, gdy wpadnie mi w oko jakiś przedmiot od razu pojawia się w mojej głowie wizja, co można z nim zrobić - jak nadać mu drugie życie. Podobnie było ze "starym zegarem". Co prawda odkryłam go w dość nietypowym miejscu, bo był to teren budowy na której pracowałam, ale przedmiot ten miał w sobie potencjał... Trwał remont budynku szkoły z początku XX wieku- elewacja, wnętrze - wszystko do odnowienia. Wymieniano również stare drewniane okna. I właśnie na stercie zdemontowanych okien wypatrzyłam dwa okrągłe skrzydła - idealne na zegary!
Zawsze marzyłam o ogromnym zegarze w salonie lub w kuchni, jednak ceny tych z magazynów wnętrzarskich czy z markowych sklepów przekraczały moje możliwości finansowe. Aż tu nagle pojawiła się okazja i odpowiednia rama, żeby własnoręcznie spełnić to marzenie :) Teraz wystarczyło już tylko wziąć się do pracy i czekać na efekt.
Czynności, które musiałam wykonać zanim stare okno zamieniło się w stary-nowy zegar były następujące:
  • usunięcie z ramy kilku warstw farby olejnej (do tego potrzebna była opalarka i cyklina)
  • wyszlifowanie wszystkich elementów ramy (szlifierką i ręcznie - papierem ściernym) i sklejenie jej

  • wycięcie ze sklejki odpowiednich kształtów, które wpasowały się w szprosy okna i stworzyły cyferblat zegara


  • malowanie zegara: najpierw brązową farbą akrylową, później zabazpieczenie niektórech fragmentów woskiem i znowu malowanie, tym razem na biało. Rama transparentnie, a cyferblat na kryjąco. I w końcu przetarcie całości delikatnym papierem ściernym.



  • nanoszenie cyfr i napisów z wcześniej przygotowanych szablonów


  • zrobienie wskazówek (odpowiedni kształt został wycięty ze sztywnej folii pomalowanej na czarno)


  • jeszcze tylko zamontowanie mechanizmu... i dzieło miało być skończone. Jednak w trakcie pracy nad zegarem okazało się, że znalezienie odpowiedniego mechanizmu do tak dużego zegara (średnica 82cm) graniczy z cudem. Tak więc dałam sobie spokój i ostatecznie stwierdziłam, że taka atrapa też jest ładna :)



To jednak nie koniec historii z zegarem... Atrapa ładna, ale czułam niedosyt, że nie udało mi się do końca zrealizować pomysłu. I jak to często bywa, zupełnie przypadkowo natknęłam się na duży mechanizm do zegara - w rewelacyjnie niskiej cenie na dodatek!!! Postanowiłam jadnak nie zmieniać pierwszego zegara(mechanizm wymagałby wycięcia szprosu), tylko zrobić drugi - działający. I wiszą sobie teraz takie dwa "małe" zegary w moim przedpokoju, czekając na docelowe wnętrza.  A drugi zegar wygląda tak: 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz