Zawsze marzyłam o ogromnym zegarze w salonie lub w kuchni, jednak ceny tych z magazynów wnętrzarskich czy z markowych sklepów przekraczały moje możliwości finansowe. Aż tu nagle pojawiła się okazja i odpowiednia rama, żeby własnoręcznie spełnić to marzenie :) Teraz wystarczyło już tylko wziąć się do pracy i czekać na efekt.
Czynności, które musiałam wykonać zanim stare okno zamieniło się w stary-nowy zegar były następujące:
- usunięcie z ramy kilku warstw farby olejnej (do tego potrzebna była opalarka i cyklina)
- wyszlifowanie wszystkich elementów ramy (szlifierką i ręcznie - papierem ściernym) i sklejenie jej
- wycięcie ze sklejki odpowiednich kształtów, które wpasowały się w szprosy okna i stworzyły cyferblat zegara
- malowanie zegara: najpierw brązową farbą akrylową, później zabazpieczenie niektórech fragmentów woskiem i znowu malowanie, tym razem na biało. Rama transparentnie, a cyferblat na kryjąco. I w końcu przetarcie całości delikatnym papierem ściernym.
- nanoszenie cyfr i napisów z wcześniej przygotowanych szablonów
- zrobienie wskazówek (odpowiedni kształt został wycięty ze sztywnej folii pomalowanej na czarno)
- jeszcze tylko zamontowanie mechanizmu... i dzieło miało być skończone. Jednak w trakcie pracy nad zegarem okazało się, że znalezienie odpowiedniego mechanizmu do tak dużego zegara (średnica 82cm) graniczy z cudem. Tak więc dałam sobie spokój i ostatecznie stwierdziłam, że taka atrapa też jest ładna :)
To jednak nie koniec historii z zegarem... Atrapa ładna, ale czułam niedosyt, że nie udało mi się do końca zrealizować pomysłu. I jak to często bywa, zupełnie przypadkowo natknęłam się na duży mechanizm do zegara - w rewelacyjnie niskiej cenie na dodatek!!! Postanowiłam jadnak nie zmieniać pierwszego zegara(mechanizm wymagałby wycięcia szprosu), tylko zrobić drugi - działający. I wiszą sobie teraz takie dwa "małe" zegary w moim przedpokoju, czekając na docelowe wnętrza. A drugi zegar wygląda tak:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz